Czy sól w mięsie powoduje puchnięcie człowieka?

Tak — duża ilość soli zawartej w mięsie, szczególnie w wędlinach i innych produktach przetworzonych, może powodować przejściowe zatrzymywanie wody w organizmie. W efekcie pojawia się uczucie „napuchnięcia”, obrzęk dłoni, stóp, kostek lub twarzy, a masa ciała może chwilowo wzrosnąć. Nie oznacza to jednak przyrostu tkanki tłuszczowej, lecz zwiększenie ilości płynów.

Dlaczego sól zatrzymuje wodę?

Sól kuchenna składa się głównie z sodu i chlorku. Sód jest potrzebny organizmowi między innymi do prawidłowego działania nerwów, mięśni oraz utrzymania równowagi płynów. Problem pojawia się wtedy, gdy dostarczamy go zbyt dużo.

Po spożyciu dużej ilości sodu wzrasta jego stężenie we krwi i płynie otaczającym komórki. Organizm dąży do rozcieńczenia tego nadmiaru, dlatego zatrzymuje więcej wody. Woda podąża za sodem, zwiększając objętość płynów w organizmie. Nadmiar może przedostawać się do tkanek, powodując obrzęk, czyli tak zwane zatrzymywanie wody lub obrzęk wodny.

Szczególnie dużo soli mogą zawierać:

  • szynka, kiełbasa i kabanosy,
  • boczek i bekon,
  • salami oraz pepperoni,
  • konserwy mięsne,
  • mięso peklowane, wędzone i marynowane,
  • gotowe dania z dodatkiem mięsa.

W takich produktach sól nie służy wyłącznie poprawie smaku. Jest także wykorzystywana do konserwowania, peklowania i przedłużania trwałości. Z tego powodu kilka plasterków wędliny może dostarczyć znaczną część dziennego limitu sodu.

Jak wygląda „puchnięcie” po soli?

Zatrzymanie wody może objawiać się uczuciem ciężkości, napięciem skóry lub ciasnością pierścionków i obuwia. Obrzęk często dotyczy:

  • kostek i stóp,
  • dłoni oraz palców,
  • łydek,
  • okolic oczu,
  • twarzy i brzucha.

Po bardzo słonym posiłku mogą wystąpić także wzmożone pragnienie, suchość w ustach i przejściowy wzrost masy ciała. Obrzęk nóg jest częstym skutkiem nadmiernego spożycia słonych produktów, choć może być również związany z długim siedzeniem lub staniem, nadwagą i innymi przyczynami.

U zdrowej osoby taki efekt zwykle jest przejściowy. Organizm stopniowo wydala nadmiar sodu przez nerki, zwłaszcza gdy wrócimy do normalnego sposobu odżywiania. Nie należy jednak traktować częstego puchnięcia jako zjawiska całkowicie obojętnego.

Konsekwencje dla zdrowia

Najważniejszym skutkiem regularnego spożywania dużej ilości soli jest wzrost ciśnienia tętniczego. Zatrzymana woda zwiększa objętość krwi krążącej w naczyniach, a to oznacza większe obciążenie dla serca i wyższe ciśnienie.

Długotrwałe nadciśnienie zwiększa ryzyko:

  • zawału serca,
  • udaru mózgu,
  • niewydolności serca,
  • chorób nerek,
  • uszkodzenia naczyń krwionośnych.

Światowa Organizacja Zdrowia zaleca, aby osoby dorosłe spożywały mniej niż 2000 mg sodu dziennie, co odpowiada mniej niż 5 g soli, czyli mniej więcej jednej płaskiej łyżeczce ze wszystkich źródeł łącznie. Trzeba pamiętać, że chodzi nie tylko o sól dodawaną podczas gotowania. Sód znajduje się już w pieczywie, serach, sosach, przekąskach i produktach mięsnych.

Szczególną ostrożność powinny zachować osoby z nadciśnieniem, chorobami nerek, niewydolnością serca lub skłonnością do obrzęków. W ich przypadku nawet niewielkie przekroczenie ilości soli może powodować wyraźniejsze zatrzymywanie płynów.

Jak ograniczyć zatrzymywanie wody?

Najprostszym rozwiązaniem jest ograniczenie wędlin i zastąpienie ich mniej przetworzonym mięsem, rybami, jajami lub produktami roślinnymi. Warto również:

  • czytać etykiety i porównywać zawartość soli lub sodu,
  • wybierać produkty oznaczone jako „o obniżonej zawartości soli”,
  • nie dosalać potraw przed spróbowaniem,
  • używać ziół, czosnku, papryki, pieprzu i soku z cytryny,
  • ograniczyć konserwy, fast food i gotowe dania,
  • pić wodę zgodnie z pragnieniem, bez prób „wypłukiwania” soli na siłę.

Jeśli obrzęk pojawia się często, jest jednostronny, bolesny, szybko narasta albo towarzyszy mu duszność, ból w klatce piersiowej lub nagły przyrost masy ciała, konieczna jest konsultacja lekarska. Puchnięcie nie zawsze wynika z diety — może być objawem chorób serca, nerek, wątroby, zaburzeń krążenia lub działania leków.

Wniosek

Sól zawarta w mięsie, zwłaszcza w wędlinach i mięsie peklowanym, rzeczywiście może powodować zatrzymywanie wody i przejściowe puchnięcie organizmu. Jednorazowy obrzęk po słonym posiłku zwykle nie jest powodem do niepokoju, ale regularne spożywanie dużej ilości soli zwiększa ryzyko nadciśnienia i chorób układu krążenia. Najlepszą ochroną jest ograniczenie produktów przetworzonych, kontrolowanie etykiet i obserwowanie, czy obrzęki nie pojawiają się niezależnie od diety.

Zielony groszek.

Zima to jest taki czas, że zielone produkty nie są tak powszechne. Moim ostatnim odkryciem jest zielony groszek. Przypomniałem sobie taki czas przedszkolny kiedy jadłem wtedy zielony groszek z marchewką. Będąc w markecie przypomniał mi się ten czas. Spojrzałem na półki i miałem do wyboru groszek konserwowy i groszek mrożony z marchewkę. Oba produkty postanowiłem przetestować jedząc je przez jakiś czas.

Groszek z puszki jest inny niż mrożony. Oba natomiast wymagają bardzo dokładnego umycia. To jeszcze raz chciałbym podkreślić że bardzo dokładne płukanie tych produktów jest niezmiernie konieczne.

Nie należy żałować wody, jeśli produkt nie zostanie dokładnie umyty jest wręcz niesmaczny, szczególnie groszek z puszki. Groszek mrożony jest mniej przesiąknięty systemem opakowania, co nie zmienia faktu że również konieczne jest dokładne umycie produktu, przed spożyciem.

Groszek próbowałem zjadać w minimalistycznej kompozycji. Ugotowany, z dodatkiem soli, pieprzu, oleju słonecznikowego. Ja oczywiście zawsze dodaje oleje na końcu. Nigdy nie używam olejów jako pierwszych w procesach gotowania. Groszek mrożony wymaga gotowania około 20 minut. Groszek z konserwy to można po dokładnym umyciu zjeść z dodatkiem przypraw i oleju. Taka dieta jest bardzo praktyczna i super nadaje się na kolację.

Cena groszku jest bardzo niska. W sezonie zimowym stanowi on super produkt, który dostarcza wiele zdrowia i energii. Odczuwa się to rano, kiedy się obudzimy. Tak lekko strawny produkt jako przekąska wieczorna, zaspokaja głód, a rano otrzymujemy dodatkową energię.

Na koniec kilka danych na temat zielonego groszku.

Bogactwo składników odżywczych

  • Zawiera sporo białka roślinnego, co wyróżnia go na tle innych warzyw.
  • Jest źródłem witamin z grupy B, zwłaszcza B1, B2, B6 oraz kwasu foliowego.
  • Dostarcza witaminę C, witaminę K i niewielkie ilości witamin A i E.
  • Obfituje w minerały: potas, fosfor, magnez, żelazo, cynk.

Wysoka zawartość błonnika

  • Wspiera trawienie i pracę jelit.
  • Pomaga stabilizować poziom glukozy we krwi.
  • Daje uczucie sytości, co sprzyja kontroli masy ciała.

Niski indeks glikemiczny

  • Groszek ma niski IG, dzięki czemu jest dobrym wyborem dla osób dbających o poziom cukru.

Właściwości antyoksydacyjne

  • Zawiera polifenole, luteinę i zeaksantynę, które wspierają ochronę komórek przed stresem oksydacyjnym.
  • Może wspierać zdrowie oczu i układu krążenia.

Wspiera układ odpornościowy

  • Dzięki witaminie C i antyoksydantom pomaga organizmowi radzić sobie z infekcjami.

Lekki i niskokaloryczny

  • 100 g zielonego groszku to ok. 80 kcal.
  • Idealny do sałatek, zup, makaronów, puree — daje dużo smaku bez obciążania kalorycznego.

Chleb dla Pani Marty.

Taki produkt jak chleb jest czymś powszednim. Obecnie mamy takie czasy i produkty że chleb stał się czymś innym niż kiedyś. W historii ludzkości około 10 000 lat temu zaczęły pojawiać się pierwsze regularne płaskie chleby przygotowywane z uprawianych zbóż. Chleb ma istotne znaczenie w naszym układzie pokarmowym. Jego podstawowy składnik jakim jest zborze odrywa istotną rolę. Problemem jest chleb przemysłowy który ma wiele wad. Z jednej strony zawiera mocno modyfikowane składniki w celu ciągłego wydłużania jego przydatności do spożycia, a z drugiej strony dąży się do maksymalnego skrócenia czasu produkcji chleba, co przekłada się na coraz wyższe temperatury jego wypieku. W efekcie współczesne chleby przemysłowe przestały pełnić swoją rolę w naszej diecie. A to nie jest nic dobrego.

Prowadząc dialog z Panią Martą moją klientką która prowadzi gabinet kosmetyczny, pojawiło się zainteresowanie tematyką chleba. A ponieważ od wielu lat sam wypiekam sobie chleb, Pani Marta zapytała jak go wykonać. Mój przepis nie jest typowym chlebem na zakwasie. Są dwa powody dlaczego używam drożdży piekarniczych. Po pierwsze zakwas jest tematem zajmującym czas, po drugie drożdże zawierają żywe mikroorganizmy – jednokomórkowe grzyby z gatunku Saccharomyces cerevisiae, które są mi potrzebne. Dlatego mój chleb jest oparty o drożdże.

Co więc będzie nam potrzebne do wykonania tego chleba.

Siemię lniane, pełni ono tu istotną funkcję. Nadaje specyficzny smak oraz tworzy chleb jako elastyczną strukturę. Chleb się nie kruszy i jest smaczny.

Kolejnym składnikiem są orzechy ziemne i słonecznik.

Każdy z produktów, jest dodawany w ilości 2 garści. Czyli 2 garści orzechów, słonecznika, siemię lniane.

Potrzebujemy jeszcze sól. 2 łyżeczki soli morskiej.

Produkty dodajmy do blendera. Do całego chleba potrzebujemy około 600-700 ml wody. 1/2 wody zagotowujemy i takim wrzątkiem zalewamy trzy składniki+sól. Nim jednak to zrobimy, warto całość przepłukać na sitku oczywiście bez soli. Czyli odmierzamy po 2 garści produktów, płuczemy na sitku i dodajemy do blendera wraz z solą, zalewając całość wrzątkiem.

Orzech możemy zmieniać, czy też miksować inne składniki z wyjątkiem siemienia lnianego które jest tu konieczne. W czasie miksowania powstanie galaretowata substancja. Będzie ona gęsta i gorąca. Tą substancję dodajemy do miski w której będziemy wyrabiać ciasto. Nim dodamy drożdże 1/2 kostki na 1 kg mąki. Musimy uzupełnić wodę, tym razem dodając zimną do gęstej masy z siemieniem. Całość powinna być delikatnie ciepła. Dopiero teraz dodajemy drożdże. Zbyt wysoka temperatura mogłaby zaszkodzić drożdżom, całość musi być delikatnie ciepła. Nie dodajmy mąki na tym etapie. Mieszamy ten miks, drożdże i wodę w misce, aż całkowicie rozpuszczą się drożdże.

Mąkę dodajemy stopniowo aby łatwiej to wyrobić. Ja robię tak że dodaję 0,5 kg na początku dobrze całość mieszam drewnianą łyżką, a później dodaje pozostałe 0,5 kg i tu może być potrzebne wyrobienie ciasta ręką. Powinno być ono gęste.

Blaszkę suchą, smarujemy olejem bardzo cienka warstwa, dobrze to zrobić ręką, nie proponuje margaryny, ani papierów. Tylko wcieramy ten olej w blaszkę do pieczenia, chodzi o to aby nie było procesu smażenia oleju, tylko w celu ułatwienia wyjęcia chleba. Ciasto na foremce wkładamy do piekarnika, ja tak robię i czekam aż ciasto wyrośnie. Później wystarczy tylko uruchomić piekarnik. Temperatura 170-180 stopni, czas pieczenia 1 godzina.

Po wyjęciu z piekarnika czekamy około 1 godziny, aż całość ostygnie i chleb stanie się bardziej zwarty. Ostatnia czynność to pokrojenie całego chleba na mniejsze kawałki.

Robię tak dlatego że chleby tego typu nie są tak bardzo odporne na czas. Należy zjeść cały produkt w maksymalnie 2, 3 dni. To jest chleb naturalny, a więc jego odporność na czas nie jest wysoka. Pokrojenie powoduje szybkie odparowanie wody. Zwiększa to trochę czas użyteczności całego produktu. Przechowywać w szklanym naczyniu, można też zwinąć w woreczek, ale wcześniej pokrojony na kawałki.

Wiedza jako fundament zdrowia.

Inspiracja …

Wczoraj obejrzałem ten filmik i nie mogę przejść obojętnie obok ukazanej tu treści. Młodzi ludzie przygotowują specyficzne jedzenie które w przypadku ich wieku jest tak bardzo im potrzebne do prawidłowego wzrostu.

I na początku widać że mają fajny produkt jakim są gotowane jajka. Cały problem w tym jak potraktowano jajka zaraz po ugotowaniu. Widać że jajka zostają usmażone w oleju o bardzo wysokiej temperaturze. Sposób przygotowania tego oleju jest również bez żadnej kontroli. Widać że temperatura jest ogromna, gdyż zaraz po dodaniu jajek następuje rozprysk rozgrzanego oleju.

Dziwne jest to że przecież ten olej już wydziela spaleniznę i mimo odczuwalnego zapachu nie podejmują decyzji uratowania tak dobrego produktu jakim są gotowane jajka.

Poniżej podaję temperatury dymienia olejów. Jak bardzo szkodliwe substancje wydziela taka spalenizna można znaleźć w Internecie. Warto gdzieś sobie zapamiętać że istnieją limity wysokich temperatur które może wytrzymać tłuszcz.

Rodzaj TłuszczuOdmianaPunkt dymienia [0C]
Oliwa z oliwekExtra virgin
Wytłokowa (pomace)
Rafinowana
160
238
225
Olej rzepakowyTłoczony na zimno
Rafinowany
110
205
Olej słonecznikowyTłoczony na zimno
Rafinowany
107
210 – 225
Olej lnianyTłoczony na zimno110
Olej ryżowyTłoczony na zimno
Rafinowany
215
250
Olej arachidowyTłoczony na zimno
Rafinowany
160
232
Olej z pestek dyniTłoczony na zimno160
Olej z orzechów włoskichTłoczony na zimno160
Olej sojowyTłoczony na zimno
Rafinowany
160
230
Olej z pestek winogronRafinowany210
MasłoZwykłe
Klarowane
150
205
Smalec121 – 218
Olej kokosowy185 – 205
Olej sezamowynierafinowany177
źródło: Internet (Wikipedia https://pl.wikipedia.org/wiki/Punkt_dymienia) oraz inne strony

Ja osobiście nie używam smażenia gdyż w każdej wersji jest ono szkodliwe. Jeśli jednak ktoś bardzo chce smażyć to dziś jest nowa technologia która pozwala jakoś rozwiązać ten problem.

Smażenie z wykorzystaniem gorącego powietrza.

Mi nie zależy na reklamowaniu produktu, ale na tym aby zachować zdrowie. Warto szukać rozwiązań które czynią nas zdrowszymi.