Julian Price Lage to amerykański gitarzysta i kompozytor, uznawany za jednego z najbardziej utalentowanych muzyków swojego pokolenia. Jego kariera rozpoczęła się w dzieciństwie, a przez kolejne lata rozwinęła się w kierunku jazzu, muzyki akustycznej i improwizacji, co uczyniło go artystą cenionym zarówno jako solista, jak i współpracownik legendarnych muzyków.
Dzieciństwo i pierwsze kroki w muzyce.
Lage zaczął grać na gitarze w wieku pięciu lat, a już rok później występował publicznie. Jego niezwykły talent szybko został dostrzeżony – w 1997 roku, mając zaledwie osiem lat, stał się bohaterem nominowanego do Oscara dokumentu „Jules at Eight”, który ukazał jego wczesną wirtuozerię. W wieku 12 lat wystąpił na ceremonii Grammy Awards, co potwierdziło jego status cudownego dziecka świata muzyki.
Rozwój kariery i styl muzyczny.
Po wczesnym sukcesie Lage kontynuował naukę i rozwijał swój styl, łącząc wpływy jazzu, muzyki klasycznej, bluegrassu i popu. Jest ceniony za nieskazitelną technikę, zdolność do improwizacji oraz umiejętność płynnego przechodzenia między różnymi gatunkami i teksturami muzycznymi. Jego podejście do gitary często opisywane jest jako „orkiestralne” – potrafi wydobyć z instrumentu bogactwo brzmień, harmonii i rytmów, co sprawia, że jego solowe występy brzmią jak pełne aranżacje. W wywiadach i lekcjach gitarowych Lage podkreśla znaczenie „dotyku” – nie tylko fizycznego kontaktu palców ze strunami, ale także świadomego połączenia oddechu, ciała i umysłu w procesie tworzenia dźwięku. To podejście czyni jego grę nie tylko technicznie imponującą, ale także głęboko ekspresyjną.
Ważniejsze albumy i współprace.
Lage wydał kilkanaście albumów pod własnym nazwiskiem, począwszy od debiutanckiego „Sounding Point”, przez uznane płyty takie jak „Arclight”, „Modern Lore”, „Love Hurts”, aż po nagrania dla wytwórni Blue Note: „Squint”, „View With a Room”, „The Layers” i „Speak to Me”. W 2026 roku ukazał się jego kolejny album „Scenes From Above”. Współpracował z wieloma wybitnymi muzykami, m.in. z Garym Burtonem, Johnem Zornem, Billem Frisellem, Fredem Herschem, Nelsem Cline’em czy Chrisem Eldridgem. Jego zdolność do adaptacji i kreatywnego dialogu muzycznego sprawia, że jest pożądany zarówno jako lider własnych projektów, jak i jako sideman w różnorodnych kontekstach artystycznych.
zdjęcie artysty nie jest realistyczne
Dziedzictwo i wpływ.
Julian Lage jest często przywoływany jako wzór dla młodych gitarzystów jazzowych i akustycznych. Jego styl łączy tradycyjne fundamenty gitary jazzowej z nowoczesnym podejściem do harmonii, rytmu i improwizacji. Dzięki temu stał się jednym z najważniejszych głosów współczesnej sceny gitarowej, inspirującym zarówno muzyków, jak i słuchaczy na całym świecie. Mimo że osiągnął międzynarodową rozpoznawalność, Lage pozostaje artystą skoncentrowanym na rozwoju i eksploracji – każdy kolejny album to nowy rozdział w jego muzycznej podróży.
Wybrane albumy solowe:
Sounding Point.
Arclight.
Modern Lore.
Love Hurts.
Squint.
View With a Room.
The Layers.
Speak to Me.
Scenes From Above. Julian Lage to artysta, który udowodnił, że wirtuozeria może iść w parze z autentycznością i emocjonalną głębią – cechy, które czynią go jednym z najbardziej wpływowych gitarzystów współczesności.
20 marca 1991 roku czteroletni Conor Clapton, syn legendarnego gitarzysty Erica Claptona i włoskiej aktorki Lory del Santo, zginął w wyniku nieszczęśliwego wypadku w nowojorskim apartamentowcu na Manhattanie. Chłopiec wypadł przez otwarte okno na 53. piętrze budynku przy East 57th Street, co stało się jedną z najbardziej wstrząsających tragedii w historii muzyki rockowej.
zdjęcia osób nie są realistyczne – są wygenerowane przez sztuczną inteligencję
Okoliczności tragicznego dnia.
Conor spędzał poranek w apartamencie, który dzielił z matką. Tego dnia Eric Clapton miał odebrać syna, aby wspólnie udać się na lunch i wizytę w Central Park Zoo. W mieszkaniu przebywały także matka chłopca, niania oraz pokojówka. Do tragedii doszło krótko po godzinie 11:00. Okno o wymiarach około 6 stóp wysokości i 4 stóp szerokości zostało otwarte przez pracownika serwisu sprzątającego w celu umycia. Conor, ubrany w czerwone pidżamy i kapcie, biegał po mieszkaniu, prawdopodobnie grając w chowanego. Według relacji Lory del Santo, chłopiec przebiegł przez роkój, w którym pracował serwisant. Niania podążała za nim, ale została zatrzymana przez pracownika, który wyjaśniał jej, że przesunął ogromną, szklaną szybę okna. W tej właśnie chwili Conor przebiegł przez otwarte okno. Lory del Santo wspominała: „Usłyszałam straszliwy krzyk, ale to nie był Conor. To była niania. Wbiegłam do pokoju, krzycząc coraz bardziej histerycznie: «Gdzie jest Conor?». Wtedy zobaczyłam otwarte okno i od razu zrozumiałam”. Eric Clapton przyjechał do budynku około pięć minut po wypadku, nieświadomy, co się stało. Gdy wszedł do sypialni, Lory wykrzyczała: „On nie żyje”. Muzyk początkowo nie mógł uwierzyć w tę wiadomość.
Kontekst prawny i bezpieczeństwo.
Mimo że prawo stanu Nowy Jork wymagało instalacji zabezpieczeń okiennych w budynkach mieszkalnych, wyrok z 1984 roku zwalniał z tego obowiązku budynki typu condominium. Właściciele takich obiektów mogli samodzielnie decydować o montażu urządzeń bezpieczeństwa. Budynek Galleria Condominiums, w którym doszło do tragedii, był 57-piętrowym wieżowcem. Conor spadł na dach czteropiętrowego budynku sąsiadującego z apartamentowcem, w którym mieściło się New York Genealogical and Biographical Society.
„Tears in Heaven” – muzyka jako forma żałoby.
Po tragedii Eric Clapton wycofał się z życia publicznego i przez pewien czas izolował się od świata. Wrócił do pracy, komponując muzykę do filmu „Rush” z 1991 roku. Wówczas powstał utwór „Tears in Heaven”, napisany wspólnie z Willem Jenningsem, który stał się jednym z najbardziej poruszających hołdów dla zmarłego dziecka. W wywiadzie z 1992 roku Clapton przyznał, że piosenka „była z tyłu głowy, ale nie miała powodu istnienia, dopóki nie pracowałem nad tym filmem”. Utwór zdobył nagrodę Grammy i na zawsze związał się z historią muzyka. Przez lata Clapton wykonywał „Tears in Heaven” na koncertach, jednak w 2004 roku ogłosił, że przestanie grać ten utwór, ponieważ „nie czuł już tego bólu”. Do repertuaru przywrócił go ponownie w 2013 roku.
Życie po tragedii.
W następstwie śmierci syna Eric Clapton spędził rok na Karaibach, na Antigui, żyjąc w izolacji i poświęcając się pisaniu piosenek jako formie radzenia sobie z żałobą. W wywiadzie z 2005 roku dla magazynu „Mojo” muzyk przyznał, że śmierć Conora „wprowadziła go w stan chwiejności emocjonalnej”. Lory del Santo i Eric Clapton, choć rozdzieleni jako para, łączyli się w bólu po stracie dziecka. W wywiadzie z 2000 roku, dziewięć lat po tragedii, oboje mówili o tym, jak radzili sobie z żałobą na różne sposoby.
Dziedzictwo Conora.
Śmierć czteroletniego Conora Claptona stała się symbolem kruchości życia i bólu, jaki towarzyszy utracie dziecka. Historia ta uwrażliwiła wiele osób na kwestie bezpieczeństwa okiennego w wysokich budynkach, szczególnie w kontekście małych dzieci. Dla Erica Claptona utrata syna na zawsze zmieniła jego życie i twórczość. „Tears in Heaven” pozostaje jednym z najbardziej osobistych i emocjonalnych utworów w historii muzyki rockowej, będąc muzycznym pomnikiem dla Conora. Tragedia z marca 1991 roku przypomina, jak jedno, krótkie moment nieuwagi może zmienić bieg historii. Dla świata muzyki stała się bolesną lekcją, a dla rodziców na całym świecie – ostrzeżeniem przed koniecznością dbania o bezpieczeństwo dzieci w każdym miejscu.
Karl Jaspers był niemieckim psychiatrą i filozofem, jednym z najważniejszych myślicieli XX wieku, kojarzonym zwłaszcza z filozofią egzystencji. W jego ujęciu filozofia nie miała dawać prostych odpowiedzi, lecz pomagać człowiekowi zrozumieć siebie, swoje granice i odpowiedzialność.[1][6]
Kim był Jaspers
Urodził się w 1883 roku w Oldenburgu, a zmarł w 1969 roku w Bazylei. Zaczynał jako lekarz i psychiatra, dopiero później przeszedł do filozofii, co mocno wpłynęło na jego sposób myślenia o człowieku. Jego prace miały znaczenie nie tylko dla filozofii, lecz także dla psychiatrii, teologii i humanistyki.[2][6][1]
Jaspers nie był filozofem systemu, który chciałby zamknąć rzeczywistość w jednej teorii. Interesowało go raczej to, jak człowiek doświadcza świata, cierpienia, wolności, winy i sensu istnienia.[4][13]
Główne idee
Najbardziej znane są jego sytuacje graniczne: cierpienie, walka, wina, śmierć i przypadek. Według Jaspersa właśnie w takich momentach człowiek przestaje żyć „automatycznie” i zaczyna naprawdę pytać o sens własnego życia.[13][4]
Drugą ważną ideą jest wolność jednostki. Jaspers uważał, że człowiek nie jest tylko zbiorem biologicznych czy społecznych uwarunkowań, ale istotą, która może wybierać i brać odpowiedzialność za siebie. Z tym wiąże się też jego przekonanie, że filozofia powinna wspierać uczciwe myślenie, a nie ideologiczną pewność.[14][2]
Ważna była dla niego również komunikacja. Jaspers podkreślał, że prawda rodzi się w dialogu, a nie w przymusie czy zamknięciu na innych ludzi. Dlatego cenił otwartość, rozmowę i gotowość do słuchania.[9][14]
Stosunek do religii i transcendencji
Jaspers nie był klasycznym filozofem religijnym, ale mocno interesował się pytaniem o transcendencję, czyli o to, co przekracza zwykłe doświadczenie człowieka. Uważał, że człowiek może dojść do granic poznania, ale nie wyczerpuje całej rzeczywistości samym rozumem.[6][11][2]
Nie proponował jednej doktryny wiary. Zamiast tego zachęcał do pokornej postawy wobec tajemnicy istnienia i do poszukiwania sensu bez dogmatyzmu.[6][14]
Poglądy społeczne i polityczne
Po II wojnie światowej Jaspers aktywnie zabierał głos w sprawach moralnej i politycznej odbudowy Niemiec. Opowiadał się za odpowiedzialnością obywatelską, demokracją i uczciwym rozrachunkiem z przeszłością. Był też przeciwnikiem przemocy i broni atomowej, a dużą wagę przywiązywał do pokojowej komunikacji między ludźmi i narodami.[7][8][14]
W jego myśleniu polityka nie była tylko walką o władzę. Miała służyć ochronie godności człowieka, wolności i warunków do prawdziwego dialogu.[7][14]
Dlaczego warto go czytać
Jaspers jest ważny, bo nie daje gotowych recept, ale uczy myślenia odpowiedzialnego i uczciwego. Jego filozofia pomaga zrozumieć, że kryzys, cierpienie i niepewność nie muszą człowieka niszczyć — mogą też stać się początkiem głębszego poznania siebie.[4][13]
To filozof dla tych, którzy chcą pytać nie tylko o to, co jest prawdziwe, ale też o to, jak żyć sensownie i w zgodzie z własnym sumieniem.[14]
Podsumowanie
Karl Jaspers był filozofem wolności, dialogu i odpowiedzialności. Promował myślenie otwarte, odrzucał dogmatyzm i przypominał, że człowiek najpełniej poznaje siebie w momentach granicznych oraz w uczciwym spotkaniu z drugim człowiekiem.[1][4][14]
Jest rok 399 p.n.e., w Atenach wcześnie rano. W jednej z więziennych cel czeka na swój wyrok starszy mężczyzna o twarzy znanej z miejskich placów – Sokrates. To nie jest człowiek, który całe życie spędził w bibliotece. Wręcz przeciwnie: jego „salą wykładową” były ulice, agory i warsztaty, a jego „metodą dydaktyczną” – zadawanie niewygodnych pytań.
Teraz ta skłonność do podważania pewników doprowadziła go przed sąd. Oskarżono go o bezbożność, o psucie młodzieży, o wprowadzanie nowych bogów. W większości miast starożytnej Grecji takie zarzuty wystarczały, by uznać kogoś za zagrożenie dla porządku. Sokrates został skazany na śmierć poprzez wypicie trucizny. Jednak poranek jego egzekucji wygląda inaczej, niż moglibyśmy się spodziewać po skazańcu.
Uczniowie zamiast katów
Zamiast strażników z kijami, wokół Sokratesa gromadzą się jego uczniowie i przyjaciele. Wśród nich jest Platon, choć w samej scenie przedstawia się jako nieobecny – być może z szacunku, a może z bólu. Są też inni: Kriton, Fedon, Apollodoros. Nie krzyczą, nie buntują się, nie próbują zbrojnego ratunku. Wiedzą, że Sokrates mógł uciec: mieli możliwości, kontakty, pieniądze. On jednak odmówił.
Dla Sokratesa sprawa jest prosta: skoro przez całe życie argumentował, że należy szanować prawa państwa, nie może w najważniejszym momencie nagle odwołać swoich zasad. Nie chce stać się człowiekiem, który jedną teorię głosi, a inną stosuje. Dla filozofa brak spójności byłby gorszy niż sama śmierć.
Filozoficzne „przygotowanie do śmierci”
To, co najbardziej niezwykłe w ostatnich godzinach Sokratesa, to ich temat. Można by się spodziewać łez, rozpaczy, gniewu. Tymczasem głównym motywem rozmowy jest… natura duszy i nieśmiertelność. Sokrates, zamiast skupić się na własnym lęku, prowadzi jeszcze jeden „seminarium” – tyle że tym razem jego słuchacze wiedzą, iż to ostatnie spotkanie.
Rozmawiają o tym, czy dusza umiera razem z ciałem, czy istnieje dalej; czy życie filozofa, który ćwiczy się w odrywaniu myśli od cielesnych pragnień, nie jest w gruncie rzeczy „przygotowaniem do śmierci”. Sokrates nie twierdzi, że ma absolutną pewność. Raczej krok po kroku konstruuje argumenty, odrzuca słabsze, wzmacnia lepsze, pokazuje uczniom, jak myśleć nawet wtedy, gdy stawką jest własny los.
To bardzo ważny moment dla historii europejskiej kultury: śmierć przestaje być tylko biologicznym faktem, a staje się punktem wyjścia do refleksji o tym, co najważniejsze – o sensie życia, o wartości prawdy, o tym, czy to, co sprawiedliwe, naprawdę jest ważniejsze niż to, co wygodne.
Kielich cykuty
Wreszcie do celi wchodzi strażnik. Nie jest brutalny ani agresywny – w wielu przekazach wydaje się wręcz zawstydzony tym, co musi zrobić. Podaje Sokratesowi naczynie z trucizną, najprawdopodobniej cykutą. W innych czasach i miejscach śmierć filozofa mogłaby wyglądać znacznie gwałtowniej: kat, szubienica, miecz. Tutaj to mały kielich, który rozstrzyga wszystko.
Sokrates bierze naczynie spokojnie. Nie drży mu ręka. Nie próbuje negocjować jeszcze chwili życia. Zgodnie z opisem, zanim wypije, zadaje ostatnie pytania strażnikowi: jak działa trucizna, co dokładnie się stanie. Nawet w obliczu śmierci pozostaje wierny swojej ciekawości – chce wiedzieć, jak to jest „umierać cykutą”, niemal jakby sam był eksperymentatorem we własnym doświadczeniu.
Wreszcie wypija. Nie łapczywie, nie teatralnie, lecz tak, jak człowiek, który przyjął nieuniknione. Daje się prowadzić procedurze: prosi, by uczniowie nie rozpaczali nazbyt, bo to, co się dzieje, jest naturalną konsekwencją jego wyborów.
Chłód wspinający się po ciele
Trucizna zaczyna działać. Najpierw drętwieją stopy, potem łydki, uda. Sokrates, zgodnie z radą strażnika, przez chwilę chodzi po celi, by przyspieszyć działanie trucizny. To zadziwiający obraz: filozof, który stawia ostatnie kroki nie po to, by uciec, ale by szybciej dotrzeć do końca.
Kiedy drętwienie się nasila, kładzie się. Uczeń dotyka jego nóg, pyta, czy czuje jeszcze. Sokrates odpowiada, że coraz mniej. Drętwienie wędruje w górę ciała, aż wreszcie dociera do klatki piersiowej. W tym momencie oddech staje się płytszy, słowa rzadsze. Ale nawet teraz filozof nie traci czujności myślenia.
W dobrych opisach tej sceny podkreśla się jej wielką prostotę: żadnych cudów, żadnych spektakularnych znaków z nieba. Tylko ciało, trucizna i grupa ludzi, którzy patrzą, jak ich nauczyciel odchodzi, zachowując godność, jakiej oni sami mogą nigdy nie osiągnąć.
„Winni jesteśmy koguta Asklepiosowi”
Najbardziej zagadkowy moment to ostatnie słowa Sokratesa. Zwraca się do Kritona: „My winni jesteśmy koguta Asklepiosowi. Oddajcież go i nie zaniedbajcie.” Asklepios był bogiem uzdrowienia. Dlaczego umierający człowiek mówi o ofierze dla boga, który przynosi zdrowie?
Jedna z najczęściej przywoływanych interpretacji jest głęboko symboliczna: dla Sokratesa śmierć jest jak uzdrowienie. Życie w ciele, pełne ograniczeń, chorób, błędów i namiętności, jest rodzajem długiej choroby, a śmierć – przejściem do stanu wolnego od tych ograniczeń. W ten sposób ostatnie słowa filozofa spinają klamrą całą jego myśl: jeśli dusza jest najważniejsza, a poznanie prawdy celem życia, to śmierć nie musi być wrogiem, lecz może być bramą.
Co niezwykłe, w tym krótkim zdaniu Sokrates pozostaje sobą aż do końca. Nie wygłasza patetycznej mowy, nie robi show. Przypomina o zobowiązaniu – o ofierze, akcie wdzięczności. To bardzo „praktyczny” akcent w chwili, która z perspektywy uczniów jest absolutnie metafizyczna. Jakby filozof chciał powiedzieć: nawet w obliczu śmierci pamiętajcie o prostych obowiązkach.
Dlaczego ta scena wciąż nas porusza
W czasach, w których żyjemy, wyrok śmierci filozofa za zadawanie pytań może wydawać się barbarzyński, ale jednocześnie niepokojąco aktualny. W wielu miejscach na świecie odwaga myślenia, krytykowania władzy, podważania dogmatów wciąż bywa niebezpieczna. Historia Sokratesa przypomina, że wolność myślenia nigdy nie była dana raz na zawsze.
Jego postawa w ostatnich godzinach to bardzo mocny kontrast wobec współczesnych narracji o sukcesie. Nie mówi o „wygrywaniu”, „przebijaniu się” czy „przetrwaniu za wszelką cenę”. Pokazuje coś innego: że czasem największym zwycięstwem jest nie cofnięcie się z raz obranej drogi – nawet, jeśli jej finałem jest przegrana w oczach świata.
Ta opowieść ma potężny potencjał: można ją potraktować jako metaforę konsekwencji w życiu, jako ilustrację konfliktu między jednostką a systemem, jako refleksję o tym, co naprawdę warto bronić, gdy przychodzi do testu granicznego. W świecie szybkich decyzji, impulsowych reakcji i krótkich cykli uwagi historia Sokratesa jest jak powolne, wymagające spojrzenie w lustro: co ja naprawdę uważam za ważniejsze – wygodę czy prawdę?
Herbert M. Shelton (1895–1985) był jedną z najbardziej kontrowersyjnych, a zarazem wpływowych postaci w historii naturalnej higieny – nurtu zdrowotnego promującego zdolność organizmu do samoleczenia poprzez odpowiedni styl życia. Jego działalność przypadała głównie na pierwszą połowę XX wieku w Stanach Zjednoczonych, gdzie zdobył zarówno oddanych zwolenników, jak i zdecydowanych krytyków.
Shelton nie był lekarzem w klasycznym rozumieniu – nie ukończył akredytowanych studiów medycznych – jednak zdobywał wiedzę w różnych szkołach alternatywnej medycyny. Najbardziej znany stał się jako propagator tzw. „Natural Hygiene”, czyli koncepcji zakładającej, że zdrowie wynika z harmonii między organizmem a naturalnymi prawami biologii.
Centralnym elementem jego filozofii było przekonanie, że organizm człowieka posiada wrodzoną zdolność do regeneracji, o ile nie jest przeciążany przez złe nawyki. Shelton podkreślał znaczenie kilku filarów zdrowia:
właściwe odżywianie (często w formie diet surowych),
okresowe posty,
odpoczynek i sen,
ruch fizyczny,
unikanie toksyn i nadmiaru stresu.
Szczególnie znany był z promowania postu jako metody oczyszczania organizmu. Twierdził, że w trakcie postu ciało koncentruje się na usuwaniu toksyn i naprawie uszkodzeń, zamiast na trawieniu. W jego ośrodku zdrowia w Teksasie prowadził nadzorowane głodówki, które przyciągały pacjentów z całych Stanów Zjednoczonych.
Jednym z bardziej charakterystycznych elementów jego nauczania była także zasada „food combining”, czyli odpowiedniego łączenia produktów spożywczych. Shelton uważał, że różne grupy pokarmów wymagają odmiennych warunków trawiennych, dlatego ich niewłaściwe zestawienie prowadzi do fermentacji, niestrawności i chorób.
Jego podejście do medycyny było radykalne – stanowczo sprzeciwiał się farmakoterapii, szczepieniom oraz wielu konwencjonalnym metodom leczenia. Uważał, że większość chorób wynika z niewłaściwego stylu życia, a nie z działania patogenów jako głównej przyczyny.
Filozofia Sheltona wywoływała liczne kontrowersje. Krytycy zarzucali mu brak naukowych dowodów na skuteczność jego metod oraz narażanie zdrowia pacjentów, szczególnie w przypadku długotrwałych postów. W historii jego działalności pojawiały się również procesy sądowe związane z przypadkami śmiertelnymi w jego ośrodku.
Mimo tego jego idee wywarły trwały wpływ na rozwój współczesnych trendów zdrowotnych. Wiele koncepcji, takich jak znaczenie diety roślinnej, okresowego postu czy stylu życia jako fundamentu zdrowia, zostało później podjętych przez inne nurty – często już w bardziej naukowo ugruntowanej formie.
Dziś Shelton pozostaje postacią z pogranicza pioniera i outsidera. Dla jednych był wizjonerem wyprzedzającym swoje czasy, dla innych – przykładem niebezpiecznego uproszczenia złożonych procesów biologicznych. Niezależnie od oceny, jego działalność wpisuje się w szerszą historię poszukiwań alternatywnych dróg do zdrowia i równowagi organizmu.
Jedna z moich klientek, w trakcie rozmowy na temat projektów, wyraziła chęć wsparcia w tworzeniu książki. Rozmawiając na różne tematy dotyczące życia zauważyliśmy wspólnie wiele wniosków. Ponieważ nasz wiek jest podobny, czyli w zaawansowanym wieku średnim, dostrzegamy to co zdarzyło się w przeszłości. Jednoczenie potrafimy o tym opowiedzieć i przejawiamy chęć podzielenia się z innymi. Szczególnie z ludźmi młodszymi, którzy prawdopodobnie będą szli podobnymi ścieżkami.
Jak napisać dobrą książkę. Zastanawiam się nad takim projektem.
Pomyślałem sobie że rozpocznę od napisania tego postu na blogu, jednocześnie udostępnię go zainteresowanej osobie. Książka miałaby być czarno biała. Chociaż dodalibyśmy kody QR, które przeniosą czytelnika w świat cyfrowych treści i też koloru. Forma czarno biała jest niskokosztowa. A ponieważ bardzo dużo drukuje w różnych drukarniach, to mam dobre ceny na druk. Tym bardziej zachęca to do realizacji projektu w formie tradycyjnej książki.
Pani Magdalena prowadzi firmę która mogłaby się reklamować na okładce i być sponsorem. Przy niskich kosztach książki taka reklama nie byłaby kosztowana dla jej firmy. Ja mam raczej chęć przekazania treści jako posłannictwa, dobrej rady, czy też spojrzenia z dystansu, na coś co może być użyteczne dla ludzi.
Prawdopodobnie książka byłaby rozdawana darmowo, dla tych którzy chcieliby ją przeczytać. Zaletą książki jest je prosta dostępność. Nie wymaga zasilania elektrycznego, pozwala prosto zorientować się w jakim miejscu czytamy, a z drugiej strony tworzy specyficzną ciszę do tego aby zrozumieć o czy jest treść.
Książkę można przeczytać w wolnej chwili, można ją podarować komuś w prezencie, lub gdzieś zostawić na półce. A ona będzie na niej przez dziesięciolecia. Cały czas w takiej formie w jakiej została wydrukowana. Można nawet powiedzieć że z pewnością będzie dłużej żyła niż jej autorzy.
Chciałbym aby treść była tworzona w oparciu o chmurę, z względu na to iż Pani Magdalena jest w innym kraju, a być może też pojawią się kolejne osoby które chciałby uczestniczyć w projekcie pisania. Takie rozwiązanie jest responsywne i daje swobodę w zakresie tworzenia treści dla każdego uczestnika.
Książka będzie opowiadać o życiu. Temat powszechny, ale cały czas aktualny. Myślę, że zaletą książki będą własne doświadczenia autorów. Którzy będą potrafili je opisać i uzasadnić jako istotną radę dla innych. Nawet jeśli chociaż jedna osoba uzna że coś było warte przeczytania i warte wdrożenia w własne życie, to już będzie sukces.
Dziś znalazłem taki diagram życia od 0 do 80 lat, publikowany na stronie Ray Dalio.
źródło tłumaczenia – tłumaczenie wykonano z użyciem translatora, niektóre zdania mogą nie być przetłumaczone zbyt trafnie.
Ja jestem gdzieś w granicach 60 lat, jest tu takie hasło kontynuuj pomaganie innym. Coś w tym jest faktycznie, kiedy mamy pewne podsumowanie życia, a jednocześnie chcielibyśmy jakoś przekazać innym tą treść w podsumowanej jednolitej formie.
Dużo zależy od Pani Magdaleny, gdyż samemu trudno będzie mi to napisać. Mam taki charakter, że jak powstaje jakiś projekt to jest potrzebna chociaż jedna osoba która jest nim zainteresowana. Wstępnie tak powiedziała Pani Magdalena, ale też może być zupełnie inaczej. Czas zawsze weryfikuje plany i pomysły.